czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 15

''Nieraz nie chcesz płakać, bo wydaje Ci się, że
jesteś silna, ale wtedy okazuje się, że jednak
łzy są silniejsze od Ciebie"

Biegłam jak najszybciej mogłam, brakowało mi sił. Nogi odmawiały posłuszeństwa, a oddech był strasznie nierówny. Kamienie kuły moje bose stopy, a długa, biała suknia ciągnęła się za mną. Potykałam się o materiał, rozrywając go na strzępy. Pewnie wyglądam jak siedem nieszczęść. Spojrzałam do tyłu.
- Nie uciekaj - wypalił - dogonię ciebie. Tylko się zmęczysz kochanie.
 - Przestań mówić do mnie kochanie!- wykrzyknęłam, spoglądając na bliznę - odejdź,czego jeszcze chcesz?
 - Ciebie - wyszeptał podchodząc do mnie. Ciemna istota była coraz bliżej,a ja byłam kompletnie bezradna.
Postać dotknęła mojego ramienia, a ono po chwili zaczęło robić się czarne,niczym węgiel.
- Teraz jesteś jedną z nas. To będzie koszmar,jakiego dotychczas nie znałaś. Powodzenia, kotku.
- O czym ty mówisz? - wysapałam.
Moja twarz zrobiła się okropnie blada, a tęczówki przybrały czerwony kolor.
- Witamy w rodzinie demonów.

Obudziłam się z krzykiem. Przeraźliwym krzykiem. To nie przypadek. Te sny to nie głupi przypadek.
- "To będzie koszmar,jakiego dotychczas nie znałaś" -  zdanie dudniło w mojej głowie i na samą myśl co to wszystko ma oznaczać, dostawałam gęsiej skórki
Wzięłam w trzęsące się dłonie kubek i upiłam łyk herbaty. Gorąca ciecz delikatnie oparzyła moje podniebienie,ale po chwili,wszystko wróciło do normy. Na zegarze widniała godzina dwunasta,a chłopaka wciąż nie było w domu. Może coś mu się stało? Miał jakiś wypadek? Ktoś go pobił? Czarne scenariusze wiły się w mojej głowie. Podniosłam się z łóżka co sprawiło okropny ból. Ćwiczenia i siatkówka dawały w kość,ale kochałam to. Nerwowo chodziłam po całym domu, nie mogłam znaleźć sobie żadnego miejsca. Nie wiem co się ze mną dzieje. Za trzy tygodnie święta. Zastanawiam się co ze sobą zrobię. Harry pewnie wyjedzie do rodziny, przyjaciół a ja zostanę sama. Szczerze powiedziawszy, odpowiada mi to. Nie będę musiała się nikomu tłumaczyć, dlaczego spędzam ten "magiczny dzień, w którym zdarzają się cuda'' przed telewizorem z czekoladą i pilotem do telewizora w ręku. Niestety nie wierzę  już w świętego mikołaja. Dziadkiem, który roznosi prezenty grzecznym dzieciom, a złym rozdaje rózgi,okazał się nauczyciel przyrody. Do dziś pamiętam to okropne rozczarowanie, które przeżyłam w drugiej klasie. Wszystkie łzy, które wylałam twierdząc, że to nie może być prawda, a ciocia Donna musiała mnie uspokajać. Niektóre wspomnienia są na prawdę piękne. Niektóre. 
Szybko ocknęłam się z głębokich przemyśleń i złapałam plecak i wodę. Chwyciłam klamkę i wyszłam z mieszkania.

***

- Hej - przywitałam się z Libby.
- Cześć - odpowiedziała radośnie - czy coś się stało?
- Nie - uśmiechnęłam się do dziewczyny. Obok nas przeszła Alynson, rzucając mi pełne wrogości spojrzenie. To uczucie,kiedy wiesz,że musisz kogoś tolerować i na dodatek współpracować, a najchętniej rzuciłbyś mu cegłą w twarz.
Weszłyśmy do szatni i przebrałyśmy się w stroje.
- Zdaje mi się,że wszystko nie jest w porządku - powiedziała Libby - powiedz, zrobi ci się lżej na sercu.
- Jest okej - zapewniłam,wsuwając nakolanniki - proszę, nie martw się na zapas.
Na sali zastałyśmy resztę grupy, która teraz się rozgrzewała. Zaczęliśmy wybierać składy drużyn. Na szczęście trafiłam z Libby do jednej,a kasztanowłosa była naszą przeciwniczką.
- Niech wygra lepszy - syknęła ironicznie spoglądając na nas.
Trener rzucił piłkę w naszą stronę i po chwili zaczęła się gra. Największa walka toczyła się jednak między mną, a Alynson. Dziewczyna była uosobieniem wszystkiego,czego nienawidziłam. Zuchwałości, zarozumiałości i kompletnego braku rozumu. Po trzydziestu minutach wszystko było przesądzone. Kierowałyśmy się w stronę wyjścia z triumfalnymi uśmiechami.
- Rosellyn, zostań chwilę, musimy pogadać - powiedział trener. Pan Clavin był wysokim mężczyzną, w średnim wieku.
- Dobrze - odrzekłam podchodząc do niego.
- Bardzo dobrze grasz. Widać,że się starasz i masz ogromny potencjał i siłę - zaczął - Za miesiąc zawody. Jedziesz z nami. Ufam tobie i mam nadzieję,że dasz z siebie wszystko. Nie zawiedź mnie.
- Jasne trenerze - radośnie odpowiedziałam.
- Do zobaczenia!
Wyszłam z pomieszczenia, biegnąc w stronę szatni. To świetna wiadomość! Wiem,że będę musiała dużo pracować,ale nikt nie jest doskonały. Nie mam zamiarudążyć do ideału. Otworzyłam drzwi i stanęłam przed dziewczynami.
- Jadę na zawody - uśmiechnęłam się.
- Co?! - wypaliła kasztanowłosa - jeszcze czego!
- Zamknij się - warknęła Libby - to świetnie,że będziesz z nami!
Czułam w niej duże poparcie. Jest dla mnie bardzo ważna.
Szybko zmieniłam koszulkę i wyszłam z budynku. Zeszłam po shodach i po chwili znajdowłam się parkingu.
Dostrzegłam znajomą sylwetkę i skierowałam się w jej stronę.
- Matt, nie widziałeś Stylesa? - zapytałam
- Nie,a o co chodzi? Masz do niego jakąś sprawę?
- Nic z tych rzeczy - odparłam - za miesiąc jadę na zawody.
- Gratulacje! - wykrzyknął, mnie obejmując.
Chłopak był bardzo wysoki,więc ja zdawałam się być strasznie niska.
- Dusisz - pisnęłam, uwalniając się z uścisku. Skrępowana odgarnęłam kosmyk włosów  z czoła. Pociągnęłam nosem, i przymrużyłam oczy. Czułam jak zimno wypełnia moje ciało. Niewielki płatek śniegu niesfornie upadł na moje rzęsy. Niczym zahipnotyzowana stałam z uniesioną głową,przyglądając się jak biały puszek ucieka z królestwa niebios. To może i strasznie dziecinne,ale za każdym razem sprawiało mi taką ogromną przyjemność i wprowadzało w zachwyt.
- A jak ty radzisz sobie z koszykówką?
- Świetnie - powiedział - jeśli spotkasz Harry'ego, przekaż mu,że trener chce z nim porozmawiać.
- Dobrze - oświadczyłam - przepraszam, muszę już iść.
- Do zobaczenia.
Założyłam kaptur na głowę, a moimi włosami nadal władał wiatr. Nie wiem już sama, czy popełniłam błąd. Może źle zrobiłam zamieszkując u zielonookiego? Ta myśl nie chciała opuścić mojej głowy. Cały czas toczyłam walkę ze swoimi myślami. Z jednej strony, to przez niego odzyskałam radość i wiarę,ale on mnie przeraża. Właściwie nie on, tylko jego życie i te wszystkie niepotrzebne tajemnice. Ta cała sprawa jest cholernie trudna.
To doprowadza mnie do łez. Jak można być słabym, bezsilnym i szczęśliwym jednocześnie? Właśnie to wszystko mieszkało we mnie. Tworzyło moeszankę wybuchową. Dopiero po jakimś czsie doatrzegłam,że idę w złym kierunku. Odwróciłam się i zaczęłam stawiać stopy na ziemii. Szybko szłam w stronę domu. Brakowało mi słuchawek w uszach. Muszę prędzej,czy później sprawić sobie nowy telefon. Nuciłam piosenkę Guns N Roses,energicznie maszerując. Razem z nią wróciło wszystko. Obawy, lęki i plany.
Nie chcę myśleć o niczym. Niech to wszystko pozostanie tajemnicą. Moja przeszłość cały czas próbowała powracać, horror z przed paru lat ciągle mieszkał we mnie. Jakaś drobna część Rosellyn zawsze będzie się tego lękała. Jednak to co było cały czas w nas pozostaje, czy tego chcemy, czy też może nie. Wraca w momencie, kiedy ani trochę się tego nie spodziewamy i od tak, ni stąd ni z owąd wywraca wszystko do góry nogami. Możemy mieć nadzieję,że przyszłość będzie o niebo lepsza,co zdarza się tylko w skrajnych przypadkach.
Cały czas myślałam o Faith. Zwątpieniu nie ulega to,że kocham tą małą. Kochałam ją od zawsze i nie wiem,dlaczego to zrobiłam. Ten jeden dzień tak wszystko zmienił. Sprawił,że chociaż nie byłam gotowa, musiałam wkroczyć w dorosłe życie. Powinnam ją jak najszybciej z tamtąd zabrać. Zapewnić bezpieczeństwo i pomoc. Nie jestem jednak na to gotowa. Okropnie się boję. Jak mam to wszystko opowiedzieć dwuletniej dziewczynce tak,aby chociaż odrobinę zrozumiała zaistniałą sytuację? 
Ciężko jest dawać innym siłę, jeśli samemu jest się niej pozbawionym.
Ona jest dla mnie najważniejsza na świecie.
Błagam, Boże cofnij czas, abym mogła naprawić te szczeniackie błędy.
Przekręciłam klucz w drzwiach. Już na progu usłyszałam szelest i głośne westchnienie. Stanęłam jak wryta i przysłuchiwałam się odgłosom. Do moich uszu doszło jeszcze przekleństwo a po chwili usłyszałam tłuczonego szkło. Choć tego nie widziałam, mogłam się domyśleć, że ta osoba była bardzo zdenerwowana
- Harry! - zawołałam, licząc, że to mój współlokator wrócił do domu. Ale niby dlaczego miał by rzucać jakimś szklanym przedmiotem i to jeszcze z takim impetem? Niby dlaczego miał by przeklinać? - Harry przestań się wydurniać!
Bałam się. Tylko trochę... nie kłam! Tylko odrobinkę... nie kłam! Prawie wcale.... nie kłam!  Bałam się jak nigdy. Co jeśli to nie on? Na palcach skierowałam się do salonu. Tak, mam głupią nadzieję, że osoba przebywająca teraz w nim mnie nie usłyszy. 
Nadzieja matką głupich...
To co tam ujrzałam, zmroziło krew w moich żyłach i sprawiło,że serce przestało bić. 
_______________
Hej! xx
Przepraszam, że poprzedni rozdział był taki nudny i krótki, ale mam nadzieje,że ten wam wszystko wynagrodzi :)
Jesteście choć troszkę ciekawi co będzie dalej?

14 komentarzy:

  1. jestem ciekawa, no co tam się stało?! XD napisz szybko kolejny rozdział, oki? ;) WENY! ^^ i zapraszam na mojego bloga http://welcomehogwart.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super,super!
    O mój bosz, co się tam stało?! To jacyś złodzieje czy Hazza?;oo
    Pisz kolejny,szbciutko!
    /H.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny! *.*
    Śliczny szablon! Hazz ♥
    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com
    Proszę o klikanie w baner Choies,będę bardzo wdzięczna i szczęśliwa! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepsze fanfiction na poziomie DARKA!
    Idź do Mam Talent XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Oceniam te opowiadania za ciekawe, pełne akcji, dreszczyku i miłości :) Jak dla mnie zajebiste <3
    Jolka-Crazyolka :))

    OdpowiedzUsuń
  6. super fanfiction szkoda, że ja nie umiem tak pisać xd

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi się podoba :)
    http://want-cant-must.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. ZUZA! To jest świetne!
    Bomba! Tak trzymaj! Nie poddawaj się nigdy!
    Pamiętaj ja jestem najwierniejszym twoim czytelnikiem! :D
    Świetne! :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne :)
    Zapraszam na mój blog :)

    OdpowiedzUsuń